W jego zeznaniach nie zgadzało się właściwie nic - Aktualności - Komenda Stołeczna Policji

Aktualności

Strona znajduje się w archiwum.

W jego zeznaniach nie zgadzało się właściwie nic

Data publikacji 07.10.2016

Policjanci z wydziału kryminalnego w zasadzie od razu po przeczytaniu zawiadomienia o rozboju nabrali poważnych podejrzeń, że mają do czynienia z wymyśloną historią. Rzekomy pokrzywdzony w sposób bardzo mało logiczny i do tego bez wskazania jakichkolwiek szczegółów, próbował przekonać funkcjonariuszy, że o 5.00 nad ranem na deptaku spacerowym, kiedy piechotą zmierzał ze Śródmieścia do Józefowa, został napadnięty, pobity i skradziono mu dokumenty. Ponowne spotkanie z policjantami zakończyło się przyznaniem 26-latka do tego, że faktycznie rozboju nie było, a wszystko wymyślił po to, by zarejestrować utracone w niewiadomych okolicznościach dokumenty. Teraz sprawą zajmie się prokuratura.

Do komendy zgłosił się mężczyna, który powiadomił o rozboju. Zdarzenie miało miejsce o 5.00 nad ranem na deptaku wzdłuż Wału Miedzeszyńskiego. Pokrzwdzony twierdził, że wracał z imprezy ze Śródmieścia i pieszo, spacerem zmierzał do domu do Józefowa. Z jego realcji wynikało, że nagle od tyłu został zaatakowany, a następnie pobity. Napastnik skradł mu jedynie dokumenty. Mężczyzna zaznaczył od razu, że w tym miejscu nie ma monitoringu, a on nie miał przy sobie telefonu. Nie potrafił podać żadnych szczegółów wyglądu sprawcy ani dokładnego przebiegu zdarzenia.

Kiedy kryminalni zapoznali się ze sprawą, od razu nabrali podejrzeń, że mają do czynienia z tak zwaną zgłoszeniówką. Rozpoczęli sprawdzenia i ustalenia. Przeprowadzone czynności operacyjne potwierdziły ich początkowe wnioski. Kiedy mężczyna pojawił się po raz kolejny w komendzie i funkcjonariusze wydziału kryminalnego przeprowadzili z nim rozmowę, wszystko okazało się jasne. 26-latek wymyślił rozbój, ponieważ nie pamiętał w zasadzie niczego z tamtej nocy. Nie potrafił sobie przypomnieć, w jakich okolicznościach utracił dokumenty. Uznał, że wymyślając rozbój, sprawi, że dokumenty będą zarejestrowane jako poszukiwane. Nie sądził tylko, że jednocześnie narazi się na  odpowiedzialność karną za składanie fałszywych zeznań i powiadamianie o niezaistniałym przestępstwie.

Teraz sprawa trafi do prokuratury, gdzie zostaną podjęte dalsze decyzje.

jw/aw