Stołeczna IPA na stokach Bukowela

Stołeczna IPA na stokach Bukowela 25.02- 04.03.2011r. Bukowel /Ukraina/

autor: Małgorzata Górecka

zdjęcia: Kamila Szala/Małgorzata Górecka

Muszę przyznać, że wyjazdy ze stołeczną IPA to gwarantowana dawka pozytywnej energii i niezapomniane wrażenia. Już pierwszego dnia, tuż po przekroczeniu granicy, udało nam się zgubić dwie osoby. Jak to możliwe może ktoś zapytać. No cóż, kłania się tu powiedzenie „rutyna może cię zabić”;) Nasz opiekun zapomniał nas policzyć po tym jak dostaliśmy 15 min na dokonanie wymiany walut oraz ewentualne opróżnienie pęcherzy.
Na szczęście ‘manko’ zostało zauważone kilka kilometrów dalej i autokar w ekspresowym tempie został zawrócony. Kosztowało to trochę nerwów po obu stronach ale od czego jest odstresowywacz.

Po przyjeździe na miejsce zakwaterowano nas w Mikulczynie oddalonym 30 min. drogi od stoków (na szczęście codziennie specjalny autokar woził nas prosto pod wyciągi).

Warunki noclegowe może dalekie od hotelu cztero-gwiazdkowego ale na głowę nie kapało, zimno nie było, umyć się dało, no może te małe myszki mogłyby zachowywać się ciut ciszej.

Jeszcze pierwszego dnia udało się co poniektórym zbadać trasy narciarskie. Dobrze,że były mapki, bo przy słabej orientacji w terenie i tak dużej ilości tras osobom, które nie zdążyły wrócić do autokaru na czas, przyszłoby nocować gdzieś na stoku.

Wyobraźcie sobie, że większość naszej grupy stanowiły osoby w ogóle niejeżdżące lub też mające bardzo słabe pojęcie o jeździe na nartach czy desce. Pomyśleliśmy sobie – „Wow! to się dopiero będzie działo”. Ale od czego są instruktorzy?!! Okazuje się, że niektórym wystarczyły tylko 2 godziny nauki aby zaraz po tym ruszyć na najtrudniejsze trasy – te czarne. Nie ma znaczenia w jakim stylu zostały pokonane, czy to jako kula śnieżna czy też w stylu żółwika, grunt że narciarz znalazł się na dole na końcu trasy. ZALICZONE!

W rozrachunku ostatecznym wszystkie trasy zostały pokonane (niebieskie, czerwone, czarne), a żadna kość przy tym nie ucierpiała (drobne siniaki się nie liczą).

W tak pełnej napięcia i niespodzianek atmosferze wyczynów narciarskich oraz przy pięknej pogodzie spędziliśmy fantastyczne 6 dni. W drodze powrotnej zwiedziliśmy Lwów. Jego ciekawa architektura o raz zabytki zrobiły na nas duże wrażenie.

Podsumowując, wyjazd (jak każdy inny) był bardzo udany i oby takich więcej.

Bookmark and Share
Wstecz
Drukuj
pdf
Poleć stronę